Powered By Blogger

czwartek, 25 października 2012

666

Demoniczna liczba wyświetleń!!!! Dzięki. ^^ Moja kuzynka do mnie zadzwoniła, i mówi, że ktoś chce wiedzieć skąd jestem. NIE POWIEM WAM!!
Love,
Mara.

Część 7

Hejka!!! W końcu upragniona 7 część! Po skoku ilości wejść, wnioskuję, że imagin z Zaynem się podobał. Cieszę się :p

Część 7

Harry miał dwuosobowe łóżko, więc wsunęłam się pod koc którym był przykryty, i położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
Objął mnie ramieniem i mocno trzymał. Zupełnie jakby chciał powiedzieć "Jesteś moja. Nigdy cię nie puszczę".
Przy Harrym czułam się taka bezpieczna i szczęśliwa. Znałam go długo, i wiedziałam, że nie da mnie skrzywdzić.
-Harry?
-Hmm?
-Powiedziałeś, że zbierałeś się już dłuższy czas żeby mi powiedzieć.
-Tak. Do czego zmierzasz?
-Ile? Jak długo to trwało?
-Półtora roku.
-Ile?-byłam zszokowana.
-Półtora roku.-powtórzył- Spodobałaś mi się już pierwszego dnia. Przez pół roku poznawałem cię. Jaka jesteś, jaki masz charakter. I stwierdziłem, że jesteś ideałem. Dlatego tak długo zwlekałem. Bałem się odrzucenia. Ale kiedy zobaczyłem przerażenie w twoich oczach, po tym jak osunąłem się po tej głupiej ścianie, wiedziałem, że teraz albo nigdy. To nie było planowane ani nic. Chciałem powiedzieć ci od razu, ale byłem zbyt skołowany żeby powiedzieć cokolwiek. Dopiero po tych lekach ogarnąłem się na tyle żeby  wydobyć z siebie słowa.
-Och, Harry. Ty też spodobałeś mi się pierwszego dnia, ale stwierdziłam, że chłopak który ma taki talent, i jest tak przystojny, że może mieć każdą nie będzie zainteresowany kimś takim jak ja. Nie robiłam sobie nawet nadzieji. Zawsze gdy gadałam z Sam, pytała o ciebie, a ja mówiłam , że jesteś gwiazdą i nie będziesz chciał takiej szarej myszki jak. ja, a ona odpowiadała, że jeszcze się zdziwię. Dziwny zbieg okoliczności.
-Ona wiedziała.-powiedział łagodnie.
-Serio?
-Powiedziałem jej. Chłopcy tez wiedzą. Im powiedziałem żeby nie próbowali cię podrywać, a Sammy, żeby mówiła ci, że jesteś sama. Żebyś nie czuła się samotna. A propos od kilku miesięcy chodzisz jakaś przybita. Mogę wiedzieć dlaczego?
-Właśnie dlatego! Czułam się taka jakaś dziwnie samotna. Wiem, że Sam jest dla mnie jak siostra, ale gdy jej nie było to nie miałam do kogo się przytulić, i po prostu tak siedzieć. Dziękuję ci za to.-powiedziałam.
-Nie musisz. Ale co z rodzicami? Dziadkami? Nie mówiłaś nigdy nic o rodzinie...
-Jestem sierotą.
W końcu to powiedziałam. Wiedziała tylko Sam która miała nikomu nie mówić.
Poczułam jak Harry sztywnieje. 
-Jesteś...kim?
#####################
Tak, tak wiem, Krótki. Nie chce mi się pisać. Jak jutro dodam 8 część będzie długa, obiecuję. 
Love,
Mara.

środa, 24 października 2012

Imagin.

Zayn.

Był październikowy poranek. Szłam ulicą. Pomimo to, że minęły już 2 tygodnie dalej nie mogłam się pozbierać po rozstaniu z moim byłym. Brakuję mi jego bliskości.
Nagle wpadłam na kogoś, na jakiegoś  chłopaka.
-Przepra...-zamarłam w pół słowa. To był Zayn. Tak ten Zayn Malik z One Direction!!!!!!!!! Akurat miałam na sobie kurtkę basseballówkę, z 1D.
Uśmiechnął się.
-Widzę, że jesteś fanką One Direction. Chcesz autograf?-zapytał. Był bardzo miły.
Pokiwałam głową. Wyjęłam z kieszeni zdjęcie 1D. Wyciągnął marker i położył zdjęcie na ławce.
-Proszę.-wcisnął mi do ręki zdjęcie, odwrócił się i odszedł. Popatrzyłam na jego podpis, ale zauważyłam tam coś jeszcze. Tak. To był numer telefonu. A po nim mały dopisek "Call  Me Maybe"
Spojrzałam w kierunku w którym odszedł, ale zniknął za zakrętem.
Wróciłam do mojego mieszkania. Było małe ale przytulne.
Usiadłam na podłodze. Cały czas wpatrywałam się w jego numer telefonu. Może to pomyłka? Chociaż to niemożliwe. Spodobałam się ZAYNOWI MALIKOWI!!!!!! Wow. Przez godzinę rozważałam: dzwonić czy nie dzwonić?
W końcu wzięłam telefon i zadzwoniłam.
-Halo?-odebrał
-Cześć. Tu dziewczyna z parku.-powiedziałam niepewnie.
-Och, cześć. Już się bałem, że nie zadzwonisz. Umówimy się na kawę?
-Dobrze. Kiedy?
-O 14 w Tropic ok?
-Będę. Do zobaczenia.
-Super. Do zobaczenia-pożegnał się i rozłączył.
Boże jestem UMÓWIONA Z ZAYNEM MALIKIEM!!!!!!!!!!!  Normalnie nie chce mi się wierzyć.
Spojrzałam na zegar. Dochodziła 13. Pobiegłam do pokoju. Wybrałam http://stylowi.pl/1588376
przebrałam się i poszłam do łazienki. Poprawiłam makijaż. Była 13.50. Tropic jest zaraz za rogiem.
Wyszłam z domu, i równo o 14 otwierałam drzwi do kafejki. Zayn już na mnie czekał.
Usiadłam naprzeciw niego.
-Hej-uśmiechnęłam się.
-Cześć. Ślicznie wyglądasz.-powiedział.
-Dzięki-zawstydziłam się.- Jak idzie nagrywanie Take Me Home?
-Dobrze. Doszlifujemy jeszcze szczegóły. Już nie mogę się doczekać aż w końcu wydamy tą płytę!
-Ty? Daj spokój! Directioners świrują odkąd dotarły do nas informacje o tytule!-powiedziałam szczerze.
-No wiesz...Nie jestem pewien czy będzie im się podobać. -wyznał.
-Nie żartuj. Na pewno im  się spodoba. Będą jej słuchać non stop.
-Myślisz?
-Wiem-uśmiechnęłam się.
Później tematy potoczyły się jak głaz z góry. Gadaliśmy, jakbyśmy znali się od zawsze.
-Pytałem cię już o imię?-wypalił nagle.
-Jeszcze nie.
-Więc jak cię zwą dziewczyno?-zapytał ze śmiechem.
-Abigail.
-Abby!-ucieszył się.
Popatrzyłam na niego dziwnie.
-Eeee...zawsze bardzo lubiłem to imię.-jakby trochę się zaczerwienił.
Zaśmiałam się.
-Opowiedz mi coś o sobie. -rzekł.
-Mam 18 lat, 167 cm wzrostu, farbuję się na ciemny brąz, ale mój naturalny kolor to ciemny blond. Lubię zwierzęta, słucham One Direction, The Fray, Green Day. Planuję kupić psa. A z ostatnich newsów, 2 tygodnie temu zostawił mnie chłopak.-powiedziałam.
-Przykro mi. Może nie powinienem zapraszać cię na tę randkę.-rzekł smutno.
-Nie. Bardzo dobrze się złożyło. Byliśmy razem pół roku, ale po 4 miesiącach uczucie się wypaliło. Próbowaliśmy ratować jeszcze nasz związek, ale nie udało się. I tak jest mi trochę ciężko, ale da się żyć. Mogę wspominać nasze dobre chwile, ale nie mam  zamiaru rozpamiętywać tych wszystkich kłótni i sprzeczek o bzdury.-oznajmiłam.
-Fajnie, że masz takie podejście. Niewiele dziewczyn umie zdrowo spojrzeć na związek.-w tej chwili w telefonie Zayna odezwał się alarm.
-Muszę już iść. Uwierz zostałbym ale za 2 godziny mam wywiad, i muszę jeszcze dojechać.-powiedział smutno.-Daleko mieszkasz?
-Nie. Zaraz za rogiem.
-No to się zbieraj. Odprowadzę cię i jadę-uśmiechnął się.
Odpowiedziałam uśmiechem.
Wyszliśmy z kawiarni, a droga minęła w wesołej atmosferze.
Stanęliśmy pod moim blokiem.
-To tu.
-Dobrze. Zobaczymy się jutro?-zapytał z nadzieją.
-Jasne. Zadzwoń tylko.
-Super. To do jutra-pomachał mi i zaczął się oddalać.
-Pa -odmachałam mu i zaczęłam mocować się z zamkiem. Nagle poczułam jak czyjeś silne ramiona łapią mnie w talii, i obracają.
Ujrzałam Zayna. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Odwzajemniłam go.
Oderwał się ode mnie, popatrzył mi w oczy i uśmiechnął się. Odpowiedziałam tym samym.
-Gdybym tego nie zrobił, bardzo bym żałował.-szepnął.
Zaśmiałam się i przytuliłam go z całej siły.
-Co powiesz na mały, szybki test?-zapytałam z entuzjazmem.
-Bardzo chętnie.
Oparłam czoło o jego tors.
-Jaki mam kolor oczu?-padło pytanie.
-Niebieskie. Ciemnoniebieskie.-poprawił.
-Brawo!-podniosłam głowę i ucałowałam go w policzek.-Idź już, bo się spóźnisz.
-Racja-puścił mnie niechętnie.-Do jutra.
-Do jutra.
###################################
Mam nadzieję, że Wam się podoba. Jeśli chodzi o tego drugiego bloga, to są małe problemy, ale zostaną rozwiązane najszybciej jak się da. Co do 7 części, to nadal nie mam zeszytu, ale wiem gdzie jest. Jutro go przyniosę i dodam.
Love,
Mara.


wtorek, 23 października 2012

Siemka!

Nowy blog z książką został już założony!
http://cykl-istoty-przeznaczenie.blogspot.com/
Oto link. reszty dowiedzie się już źródle docelowym.
Love,
Mara.

O blogu.

Powieść na nowym blogu, który dopiero zostanie założony będę prowadzić z moją najlepszą przyjaciółką.
Ewelina też ma talent pisarski, może nawet większy ode mnie. Cieszę się spodobał Wam się pomysł z powieścią. Tak się zastanawiam, czy może ją wydać? Kojarzycie "Piosenki dla Pauli"?
Blue Jeans, autor tą książkę pisał właśnie na blogu, a czytelniczki nakłoniły go potem do wydania.
Napiszę kiedy blog będzie założony. Na razie napisałyśmy 1 rozdział.  Mam nadzieję, że polubicie Ewelinę.
Tylko ostrzegam. Ona pisze bardziej przygodowe, i kryminalne wątki.  W tym "związku" ja jestem optymistką, więc nie dziwcie się kiedy jakiś bohater zostanie zlikwidowany w bardzo "efektywny" sposób. :p
Love,
Mara.

poniedziałek, 22 października 2012

Cześć!

Miałam dodać, wiem, ale zgubiłam zeszyt! Ta szkoła mnie dobija. 29.10 będzie premiera Little Things
Jaram się ^^
Naprawdę przepraszam, ale nie dodam póki nie znajdę zeszytu.Wtorek i środa  mam spr. z maty i muszę zakuwać.  Bleeeee
Ale do piątku na 100% dodam.
Co zamierzacie robić w Halloween? Ja będę łazić z moją paczką po mieście. Już się boję co wymyślą chłopcy z 1D!
Love,
Mara.

piątek, 19 października 2012

Imagin.

Louis.
 Stoję w kuchni i czekam na jego powrót. Był w trasie 3 miesiące. Sterczę w tym głupim oknie już z 20 minut.
Siadam na kanapę. Zaczęłam przeglądać jakieś stare czasopismo. Naglę usłyszałam dźwięk klucza przekręcanego w zamku.
-Wróciłem!-krzyknął zamykając drzwi.
Zrzucił buty, i podbiegł do mnie. Zaczęłam płakać.
-Czemu płaczesz? Nie cieszysz się, że wróciłem?-zapytał smutno.
-Nie...bardzo się cieszę. Bardzo za tobą tęskniłam. Ale, Louis...-nie umiałam mu tego powiedzieć.
-Co się stało?-dopytywał się zaniepokojony.
-Ja...Louis, ja mam raka.-szepnęłam.
-Czemu nie zadzwoniłaś? Przecież mogłem wcześniej przyjechać! Ile..-głos mu się załamał-Ile czasu ci zostało?
-Pół roku. Miałam mieć przeszczep, ale okazało się, że serce mojego dawcy jest wadliwe. Możemy tylko czekać. -łzy leciały mi ciurkiem.
-Och, Cassie. -objął mnie mocno.-Tak bardzo mi przykro. Mogę ci jakoś pomóc? Jakoś umilić ci czas w którym będziemy czekać na nowego dawcę?
-Ale Louis, nie wiemy czy będzie następny.
-Cassie, musimy wierzyć, że tak. To jak? Chcesz gdzieś pojechać? Pamiętam jak kiedyś mówiłaś o wycieczce  do Włoch.  A może do Polski? Słyszałem,że w Toruniu jest ładnie. Co ty na to?
-Hmmm, a co jeśli powiem, że chciałabym zostać z tobą w domu?-zapytałam
-Nie mam nic przeciwko.-Uśmiechnął się słabo i pocałował mnie.
Położyłam głowę w zagięciu jego szyi, i zaciągnęłam jego zapachem.
-Brakowało mi ciebie.-szepnęłam.
-Mi ciebie też.-odrzekł.
#Tydzień później#
-Dziękuję bardzo! Oczywiście! Stawię się jutro o ! Do widzenia!-zakończyłam  rozmowę.
Louis poszedł po zakupy, i zaraz powinien wrócić. Usiadłam w fotelu i zaczęłam rozmyślać o mojej przyszłości z Louisem. Gdy usłyszałam jak otwiera drzwi, od razu rzuciłam się do przedsionka naszego mieszkania.
-Louis! Dzwonili ze szpitala! Jutr idziemy do szpitala, bo zaleźli dla mnie dawcę! Uwierzysz?!-Louis rzucił zakupy, złapał mnie w talii i zaczął okręcać. W końcu posadził mnie na blacie w kuchni, i pocałował namiętnie.
-Wiedziałem! Boże, ale się cieszę! Cassie to niesamowite! O której?-wykrzyczał ze szczęścia.
-O 12. Zadzwoń do Liama i Harrego, a ja zadzwonię do Zayna i Nialla.
Pocałował mnie jeszcze raz, i oddalił się trochę.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni, i wybrałam numer Nialla.
-Halo?-odezwał się.
-Cześć Niall. Tu Cassie.
-O hej. Co się stało? Coś ty taka szczęśliwa?
-Zaleźli dla mnie dawcę! Jutro idę do szpitala!-powiedziałam.
-Naprawdę? Boże, ale się cieszę! Mam obdzwonić resztę?
-Nie. Loui dzwoni do Liama i Harrego, a ja za chwilę do Zayna. Ale dzięki.
-Nie no spoko. Mam przyjść do szpitala jutro?
-Byłoby miło. Ale jeśli masz inne plany to to nie musisz.
-Który to szpital?
-Ten na  Cal Street.
-Do jutra Cassie.
-Do jutra.
Teraz do Zayna.
-Hej Cassie. Co tam?
-Hej. No wiesz nic specjalnego. Tylko ładna pogoda,znaleźli mi dawcę serca, nawet ciepło jak na październik, nie?
-Cassie to świetnie! Kiedy przeszczep?
-Chyba jutro. Do szpitala idę jutro o 12.
-Gdzie?
-Na Cal Street.
-Do zobaczenia jutro o 12. Mogę wziąć Perrie?
-Jasne. Do  jutra.
-Pa pa-pożegnał się i rozłączył.
Już chciałam schodzić z blatu, ale zobaczyłam Louisa idącego w moja stronę, i zostałam na miejscu.
Położył dłonie na moich kolanach.
-Zadzwoniłeś do wszystkich?
-Tak. To co? Świętujemy? Jak wracałem, wypożyczyłem jakąś komedię romantyczną.
-Przecież ty nie lubisz takich filmów.
-Ale ty lubisz.
-Kocham cię
Ja ciebie też-szepnął i pocałował mnie.
Zdjął mnie z blatu, i posadził na sofie.
-Wezmę jeszcze tylko te zakupy, i już przychodzę.
Po chwili wrócił z płytą DVD.
Włożył ją do odtwarzacza, i puścił film.
Uśmialiśmy się jak nigdy.
Kiedy zobaczyliśmy napisy końcowe, odwróciłam głowę do Louisa i powiedziałam
-Jacie, jakie to było głupie!
-Dawno nie widziałem tak idiotycznego filmu. Mogę ci zadać jedno bardzo ważne pytanie?
-No jasne. Jak zawsze. O co chodzi?
Louis uklęknął  przede mną, i z kieszeni bluzy wyjął małe, czerwone pudełeczko.
-Cassie, wyjdziesz za mnie?-zapytał patrząc mi w oczy.
Nie umiałam wydobyć słów, więc tylko pokiwałam głową, a oczy zaszły mi łzami.
Na serdeczny palec drżącej ręki wsunął mi śliczny pierścionek z białego złota, wyciętym w kształt serca małym, fioletowym ametystem.
-Podoba ci się?
-Jest piękny! Och Louis, jesteś wspaniały!-powiedziałam i objęłam go za szyję. -Nie mogłam trafić na nikogo lepszego.
 -Ja też nie wyobrażam sobie  życia gdyby miało cię zabraknąć. -szepnął mi do ucha.
Ziewnęłam szeroko.
-Loui? A nie będziesz zły jeśli już się położymy?
-Jasne, że nie, chodź-powiedział i wziął mnie na ręce.
Postawił mnie w drzwiach łazienki. Weszłam, umyłam szybko zęby, i ubrałam jego ulubioną koszulkę.
Przebrana poszłam do sypialni, i położyłam się do łóżka.
Chwilę potem obok leżał już Louis, i wpatrywał się w moje zielone oczy.
-Dobranoc-szepnął obejmując mnie.
-Dobranoc-odszepnęłam wtulając się w jego klatkę piersiową.
#Następnego Dnia#
Otworzyłam oczy, i spojrzałam na zegarek. Była 9.40.
Popatrzyłam na Louisa. Obudzę go 10. Wstałam i po cichu wymknęłam się do łazienki.
Umyłam się i ubrałam luźne spodnie, i moją ukochaną koszulkę z pingwinami.
Weszłam do sypialni gdzie jeszcze spał Loui. Zaczęłam przygotowywać rzeczy, które muszę wziąć do szpitala. Nie wiem ile tam będę. Tydzień? Dwa?
Gdy skończyłam się pakować była 10.30
-Loui? Lou, wstawaj. -szepnęłam, a on otworzył zaspane oczy.
-Już-powiedział i przeciągnął się.
Usiadł na brzegu łóżka.
Podeszłam do szafy i wyjęłam czyste ciuchy dla Lou.
Położyłam mu je na kolanach.
-Proszę. Teraz idź się ogarnąć.
-Dzięki-ziewnął.
Pokręciłam głową ze śmiechem.
-Jaki ty jesteś uroczy.
-Tak, tak. Wiem. Tylko nie zacznij piszczeć, błagam. -powiedział ze śmiechem.
Uśmiechnęłam się i poszłam ogarniać mieszkanie. Usłyszałam dźwięk lecącej wody. Niedługo po tym zamykaliśmy już za sobą drzwi.
Gdy dojechaliśmy do szpitala była 11.50
-Dzień dobry-powiedziała sztucznie uśmiechnięta recepcjonistka.-W czym mogę pomóc?
-Dzień dobry. Ja nazywam się Cassandra Davis, i dr.Travis kazał mi się stawić to dzisiaj.
-Ach, tak. Cassnadra Davis. Proszę iść do sali nr.6 i poczekać chwilę.
-Dobrze, dziękuję.
Złapałam Louisa za rękę i poszliśmy do sali nr.6
Po chwili przyszedł dr.Travis.
-Dzień dobry panno Davis.
-Dzień dobry panie doktorze.
-Mamy dla ciebie serce. Czy możemy operować o 14.30?-zapytał
Popatrzyłam na Louisa.
-Im szybciej tym lepiej, nie?-powiedział.
-No chyba tak.-zwróciłam się teraz do dr.Travisa.-Tak. 14.30.
-Świetnie. Proszę za mną.-rzekł, i poprowadził nas do sali na drugim końcu szpitala.
-Zapraszam. Można sie już rozpakować. Zobaczymy się o 14.30-uśmiechnął się i wyszedł.
Usiadłam po turecku na łóżku. Torba wylądowała po łóżkiem.
#14.30#
-Do zobaczenia.-powiedziałam Louisowi gdy wjeżdżałam na salę operacyjną.
-Do zobaczenia.-odpowiedział drżącym głosem.
#Kilka godzin później oczami Lou#
Siedzę w tej cholernej poczekalni już ze trzy godziny.
Podniosłem wzrok i zobaczyłem Harrego, Liama, Nialla i Zayna z Perrie idących korytarzem.
-Cieszę się, że przyszliście.-uśmiechnąłem się.
-Nie było innej opcji. Przecież nie mogliśmy pozwolić żebyś siedział tu sam. -odpowiedział Harry.
Cały czas zajmowali moje myśli jakimiś głupotami. Bardzo mi to pomogło.
Po godzinie przyszedł dr.Travis.
-Przepraszam? Pan jest chłopakiem panny Davis?
-Narzeczonym. Jak poszła operacja?
-Świetnie. Cassandra to silna dziewczyna. Jeśli pan chce, można do niej iść. Tylko prosiłbym maksymalnie trzy osoby na raz. Widzę, że sporo was się tu zebrało. -powiedział z uniesioną brwią.-Za chwilę powinni ją przywieść do tej sali.
-Dziękuję bardzo-podziękowałem mu.
Dr.Travis poszedł, a chłopcy i Perrie zaczęli mi gratulować.
-Narzeczony powiadasz?- powiedział Niall.
-No tak. Od wczoraj.-uśmiechnąłem się.
-Super. Gratulacje.-odrzekła Perrie.
-Dzięki. W ogóle dziękuję wam wszystkim, że tu ze mną siedzieliście.
-Nie ma za co. Naprawdę.-poklepał mnie po plecach Liam.
W tym momencie zobaczyłem jak wiozą Cassie.
Ustawili jej łóżko, pielęgniarki i cały ten szpitalny zastęp wyszedł a ja od razu  wparowałem do jej sali.
#Oczami Cassie#
Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam, to Louisa siedzącego na krześle.
-Hej-powiedziałam słabym głosem.
-Obudziłaś się! Jak się czujesz?
-Dobrze.
I WSZYSCY ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE.
KONIEC.
######################
Nie umiem pisać krótkich imaginów. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Raczej moje imaginy będą z happy endem. Smutne mnie dobijają. Jutro najpóźniej w niedzielę dodam 7 część.
Love,
Mara.