Zostałam nominowana do Liebster Awards.
Dacie wiarę??
Jesteście kochani.
Nie wiem czy zasnę.
Pewnie nie, a jutro w szkole zombie.
Nominowała mnie-http://true-friendship-with-1d.blogspot.com/
Cos nie styka, i musicie skopiować link, ale trudno.
Jestem BARDZO szczęśliwa.
Dziękuję^^
Love,
Mara.
niedziela, 27 stycznia 2013
Imagin-Louis
Obiecany Imagin. Nad innymi siedziałam kilka dni, a tego napisałam w 4 godziny. To macie:
Louis miał dzisiaj wolne, ale ja nie mogłam sobie na to pozwolić. Praktykowałam w Szpitalu Dziecięcym. Byłam pielęgniarskim popychadłem. "[T.I.], przynieś kawę", albo "[T.I.], idź po siostrę Ginę" koszmar.
Jak to studentki ; stażystki.
Pielęgniarka, która dostała mnie na "wychowanie" była super. Jedyna miła, pomocna, świetnie uczyła, i strasznie wymagająca. Za to wszelkie egzaminy zdawałam na 3 bez mrugnięcia okiem, ale po powrocie do domu leciałam z nóg.
-Jestem!-oznajmiłam wieszając płaszcz na kołku w korytarzu.
W salonie opadłam na fotel, i w tym momencie od strony sypialni zaczęła się do mnie zbliżać ubrana na czarno postać z maską na twarzy.
Westchnęłam ciężko.
-Louis, nie przestraszysz mnie jakąś maską kościotrupa, pomijając fakt, że masz na sobie niebieskie kapcie i moją starą spódnicę-powiedziałam patrząc na niego z politowaniem.
Louis zdjął maskę.
-Mogłaś chociaż udawać, że się boisz.-odparł niepocieszony.
-O Boże! Jakieś czarne monstrum chce mnie dorwać! Ratunku!-krzyknęłam bardzo piskliwym głosem.-Może być?
-Jakoś ujdzie.-uśmiechnął się i rozłożył ramiona-Wymęczyli cię, co?
-I to jak-odparłam wtulając się w niego.-Wcisnęli mi rozpuszczoną pięciolatkę z bólem brzucha, i przewrażliwioną matkę do kompletu. Mała dostała wszystkie możliwe leki i nadal jęczała, a matka zarzucała lekarzom, że zaniedbują jej dziecko. Powiedziałam, że podali już wszelkie kropelki dopuszczalne dla jej wieku, a ta wredota zaczęła się na mnie drzeć, że mam przestać się wymądrzać, przestać pyskować, i , że w ogóle co to jest, żeby dzieckiem nie zajmowała się doświadczona pielęgniarka, tylko jakaś pyskata małolata.
Ta się darła, i w tym momencie weszła siostra Gina, i zapytała czy chce wyjść, bo ona nie zgadza się na takie traktowanie personelu i wyszła. Cindy, ta mała rozpłakała się i powiedziała, że wcale jej brzuch nie bolał, tylko udawała, bo nie chciała iść do przedszkola. Ogarniasz? Cały dzień męczyłam się z mamusią symulantki. -przytuliłam się mocniej do Louisa.
Nagle chłopak wziął mnie na ręce.
-Co ty wyprawiasz?-spytałam chwytając się mocniej jego szyi, by nie spaść.
-Niespodzianka-sapnął.
Postawił mnie dopiero w łazience, gdzie unosił się zapach moich ulubionych herbacianych róż. Na dodatek ich płatki pływały po powierzchni wody w wannie.
-Jesteś wspaniały!-zachwyciłam się i mocno go pocałowałam.-Dziękuję.-szepnęłam z uśmiechem.
Odpowiedział tym samym i odsunął się.
Chciałam związać włosy na czas rozbierania, ale spostrzegłam, że zaplątały się w guziczek od bluzki.
-Loui?
-Tak?
-Pomożesz?-poprosiłam i wskazałam na nieszczęsny guzik.
-Pokaż to...-podszedł i powoli, pasmo po paśmie wyplątywał włosy.-Gotowe-rzekł po chwili i podszedł do drzwi.
-Idziesz?-spytałam lekko zawiedziona.
-A co? Kolejny guzik?
-Nie. W sumie to liczyłam, że zostaniesz...
-Skoro nalegasz.-uśmiechnął się pod nosem, zawrócił i pocałował mnie w czoło.
***
Patrzyłam przez palce jak morderca obdziera ze skóry kolejną ofiarę.
-Boisz się?-szepnął Lou i przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Nie. Ale przyznaj, że trochę to makabryczne. Straciłam już rachubę w trupach.-przyznałam.
Po kilkunastu minutach film się skończył.
-Chcesz herbatę?-zapytał wstając.
-Jasne-uśmiechnęłam się a chłopak poszedł do kuchni.
Wtem ktoś zapukał do drzwi.
Byłam już w pidżamie, ale trudno.
-Ja otworzę!-krzyknęłam wstając i zarzucając sobie na ramiona koc.
Za drzwiami stał mój były.
-Po co tu przyszedłeś? Czego ode mnie chcesz?-spróbowałam ukryć strach.
-Też się cieszę, że cię widzę. Wiesz, czego chcę.-uśmiechnął się wrednie.
-Nie Isaac. Nie po tym co zrobiłeś.
-Ale [T.I.] porozmawiajmy...
-Isaac, nie mamy o czym rozmawiać. Żegnam cię.-chciałam zamknąć drzwi ale wstawił stopę pomiędzy nie, a framugę.
-[T.I.] proszę!
-Nie! Spadaj stąd! Już!-chciałam wykopać jego stopę, ale był silniejszy, a ja zmęczona.
-[T.I.]...
-Spieprzaj!
-Ale...
-Louis! Chodź mi pomóż!
-Masz problem z zamkiem?-odkrzyknął z kuchni.
-Nie, z czymś większym!-krzyknęłam i zwróciłam się do Isaaca który otwierał usta żeby coś powiedzieć-Ale ja nie będę w ogóle z tobą rozmawiać. Jak chcesz, to pogadaj sobie z Louisem.
-O co cho...-urwał Lou na widok Isaaca stojącego w drzwiach.-A pan chyba pomylił mieszkania.-rzekł i zmrużył oczy.
Isaac spiął się na jego widok. Nie był słaby, ale Louis ostatnio chodził na siłownię. Na dodatek po kąpieli założył obcisłą koszulkę, więc jego kaloryfer był wyeksponowany.
-Więc albo sam pan natychmiast wychodzi, albo panu pomogę.-warknął.-To jak będzie?-dodał ostro.
Isaac mruknął coś pod nosem i szybko zbiegł po schodach.
Zamknęłam za nim drzwi, i oparłam się o nie.
-Co za typ. I jeszcze ma czelność tu przychodzić!-zbulwersował się.
-Dzięki.
-Nie ma sprawy. Uciekaj mi stąd bo zmarzniesz! Biegiem!-roześmiał się i zaatakował moje łaskotki na żebrach, i wrócił do kuchni a ja do salonu.
Po chwili przyniósł do pokoju dwa parujące kubki.
-Dzięki-szepnęłam gdy podał mi jeden.
-Czego on jeszcze od ciebie chce? nie jesteście razem od prawie pół roku.
-Chce żebym do niego wróciła.-odparłam wymijająco.
-[T.I.] znam cie. Musiał zrobić coś naprawdę strasznego, że nie chcesz z nim nawet gadać. Co to było?-dopytywał się.
-A co? Chcesz żebym do niego wróciła?-odrzekłam ostrym tonem-Proszę bardzo. Mogę się spakować i od zaraz z nim zamieszkać! Na pewno się ucieszy!-krzyczałam odstawiając kubek na stolik i zrywając się z kanapy.
Łzy naciekły mi do oczu.
Louis wstał i wpatrywał się we mnie wielkimi jak spodki oczami.
-Nie, [T.I.] co ty. Bardzo cię kocham. Przepraszam.-powiedział i spuścił wzrok.
Patrzyłam tak na niego i rozpłakałam się na dobre.
Louis od razu wziął mnie w ramiona i gładził wilgotne jeszcze włosy.
-Będzie dobrze kochanie.-szepnął.
-Nie Louis, nie będzie dobrze. A co jeśli on będzie tu ciągle przyłaził?-nie udało mi się ukryć drżenia głosu.
Chłopak uniósł palcem moją brodę i spojrzał mi w oczy.
-[T.I.], wiem, że nie chcesz o tym mówić, ale boisz się go. Jesteś przerażona-stwierdził-Kochanie, nie dam cię skrzywdzić, w żadnym wypadku. Nie musisz się niczego ani nikogo bać.-zapewniał.-Ale proszę, powiedz mi dlaczego boisz się tego faceta?-zapytał wpatrując się we mnie tak intensywnie, że w końcu, choć bardzo tego nie chciałam, ustąpiłam.
Pzysiadłam na kanapie, a Lou usiadł obok mnie i przycisnął mnie do siebie. Biło od niego ciepło, bezpieczeństwo.
-Bił mnie.-wypaliłam wreszcie.
-Jak to?
-Normalnie. Dowiedziałam się, że mnie zdradził. Był już wieczór, wrócił z pracy. Powiedziałam mu, że wiem a on...sam wiesz. Wyrzuciłam go z domu. Był mój, a on miał samochód. Spał w nim póki nie znalazł sobie kawalerki. Ale spał pod blokiem w aucie i ciągle przychodził. Wystawał pod drzwiami, groził. Dlatego poprosiłam cię, czy mogę z tobą zamieszkać. Byłeś moim najlepszym przyjacielem. Nie sądziłam, że się zakocham, a jednak jesteś najlepszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała.-splotłam jego palce ze swoimi.
-Jezu, [T.I.] to okropne.
-Wiem. Dlatego nie chciałam ci o tym mówić.
-Tak mi przykro. Jeśli ten koleś jeszcze raz tu przyjdzie, to popamięta.-zagroził.
-No tak, ale jeśli dowie się w jakim szpitalu praktykuję? Będzie mnie nachodził. Chyba, że umówię się z recepcjonistkami żeby go nie wpuszczały. Przynajmniej kiedy tam jestem.-gdybałam.
Usłyszeliśmy pukanie.
Zerwał się i pobiegł do drzwi.
-Czego?-warknął-Tak. Dziękuję. Przekażę.-zatrzasnął drzwi i głośno tupiąc wrócił do salonu.
Gwałtownie usiadł obok mnie, i rzucił mi na kolana wielki bukiet czerwonych róż.
-Co on sobie wyobraża!-krzyknął z wściekłością.
Z pomiędzy kwiatów wysunęła się karteczka.
-Posłuchaj, bo nie uwierzysz: "Zostaw w cholerę tego jęczącego byczka i wróć do mnie. Tęsknię za naszymi wspólnymi nocami. Twój Adonis"-przeczytałam.-Boże, Louis, co ja mam z tym zrobić?-spytałam płaczliwym głosem ciskając w kąt róże i karteczkę, i padając w ramiona mojego ukochanego.-On nie ma skrupułów. Jest wstanie wysyłać takie karteczki, kwiaty codziennie. Obrażać ciebie i mnie. Nie mam na to siły.
-Wiem! Zróbmy tak. Poczekamy, zbierzemy dowody, a potem podamy go do sądu o nękanie. Załatwię dobrego prawnika, na pewno uda nam się wywalczyć zakaz kontaktowania i zbliżania się.-mówił radośnie Louis.
-Louis, a...
-O nie. Nic z tych rzeczy. Już ja cię znam, będziesz go teraz bronić.-zmarszczył brwi- Nie ma takiej opcji. Jak ty nie pójdziesz, to ja to zrobię.-zarzekał się.
-Kochany, Kochany Loui.-zaśmiałam się i zmierzwiłam mu włosy.-Chciałam zapytać czy musimy czekać. Chyba mamy..-przerwałam bo przyszedł SMS.-...wystarczające dowody.-dokończyłam czytając wiadomość. Ze złością podałam komórkę Louisowi.
Przeczytał.
-Masz rację. Nie musimy czekać..-powiedział odrzucając telefon na fotel.-Już dobrze.-szepnął przytulając mnie mocno.-Damy radę kotku.
#####################################################
I jak się podoba? To jedna z lepszych rzeczy, jakie ostatnio napisałam. Mam niespodziankę:
Piszę się drugi imagin. Wasza Mara, znów ma pomysły ^^
Zobaczcie:

Niedawno porównywałam poprzednią fryzurę Zayn'a do misia. Teraz wygląda jak jego brat bliźniak!
Oj, Malik, chyba zgubiliśmy maszynkę do golenia, co?
Wygląda cudownie, (jak zawsze), ale moim zdaniem lepiej mu w postawionej grzywce. Macie:

przyjrzyjcie się dobrze.
.
.
.
.
.
Widzicie Louisa?
Niczym seryjny morderca XD
Jebłam, ale spoko.
Jutro do szkoły. DUPA!!
W weekend postaram się dodać.
I postaram się pisać częściej, bo nieplanowana miesięczna przerwa to przesada. Jeszcze raz przepraszam.
Widzieliście dzisiejszy teleexpres? #SoProud. Ale jakość teledysku, beznadziejna. Ja mu dam Imię Zayn czytać Zajan.
Do napisania kochani.
Love,
Mara.
Louis miał dzisiaj wolne, ale ja nie mogłam sobie na to pozwolić. Praktykowałam w Szpitalu Dziecięcym. Byłam pielęgniarskim popychadłem. "[T.I.], przynieś kawę", albo "[T.I.], idź po siostrę Ginę" koszmar.
Jak to studentki ; stażystki.
Pielęgniarka, która dostała mnie na "wychowanie" była super. Jedyna miła, pomocna, świetnie uczyła, i strasznie wymagająca. Za to wszelkie egzaminy zdawałam na 3 bez mrugnięcia okiem, ale po powrocie do domu leciałam z nóg.
-Jestem!-oznajmiłam wieszając płaszcz na kołku w korytarzu.
W salonie opadłam na fotel, i w tym momencie od strony sypialni zaczęła się do mnie zbliżać ubrana na czarno postać z maską na twarzy.
Westchnęłam ciężko.
-Louis, nie przestraszysz mnie jakąś maską kościotrupa, pomijając fakt, że masz na sobie niebieskie kapcie i moją starą spódnicę-powiedziałam patrząc na niego z politowaniem.
Louis zdjął maskę.
-Mogłaś chociaż udawać, że się boisz.-odparł niepocieszony.
-O Boże! Jakieś czarne monstrum chce mnie dorwać! Ratunku!-krzyknęłam bardzo piskliwym głosem.-Może być?
-Jakoś ujdzie.-uśmiechnął się i rozłożył ramiona-Wymęczyli cię, co?
-I to jak-odparłam wtulając się w niego.-Wcisnęli mi rozpuszczoną pięciolatkę z bólem brzucha, i przewrażliwioną matkę do kompletu. Mała dostała wszystkie możliwe leki i nadal jęczała, a matka zarzucała lekarzom, że zaniedbują jej dziecko. Powiedziałam, że podali już wszelkie kropelki dopuszczalne dla jej wieku, a ta wredota zaczęła się na mnie drzeć, że mam przestać się wymądrzać, przestać pyskować, i , że w ogóle co to jest, żeby dzieckiem nie zajmowała się doświadczona pielęgniarka, tylko jakaś pyskata małolata.
Ta się darła, i w tym momencie weszła siostra Gina, i zapytała czy chce wyjść, bo ona nie zgadza się na takie traktowanie personelu i wyszła. Cindy, ta mała rozpłakała się i powiedziała, że wcale jej brzuch nie bolał, tylko udawała, bo nie chciała iść do przedszkola. Ogarniasz? Cały dzień męczyłam się z mamusią symulantki. -przytuliłam się mocniej do Louisa.
Nagle chłopak wziął mnie na ręce.
-Co ty wyprawiasz?-spytałam chwytając się mocniej jego szyi, by nie spaść.
-Niespodzianka-sapnął.
Postawił mnie dopiero w łazience, gdzie unosił się zapach moich ulubionych herbacianych róż. Na dodatek ich płatki pływały po powierzchni wody w wannie.
-Jesteś wspaniały!-zachwyciłam się i mocno go pocałowałam.-Dziękuję.-szepnęłam z uśmiechem.
Odpowiedział tym samym i odsunął się.
Chciałam związać włosy na czas rozbierania, ale spostrzegłam, że zaplątały się w guziczek od bluzki.
-Loui?
-Tak?
-Pomożesz?-poprosiłam i wskazałam na nieszczęsny guzik.
-Pokaż to...-podszedł i powoli, pasmo po paśmie wyplątywał włosy.-Gotowe-rzekł po chwili i podszedł do drzwi.
-Idziesz?-spytałam lekko zawiedziona.
-A co? Kolejny guzik?
-Nie. W sumie to liczyłam, że zostaniesz...
-Skoro nalegasz.-uśmiechnął się pod nosem, zawrócił i pocałował mnie w czoło.
***
Patrzyłam przez palce jak morderca obdziera ze skóry kolejną ofiarę.
-Boisz się?-szepnął Lou i przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Nie. Ale przyznaj, że trochę to makabryczne. Straciłam już rachubę w trupach.-przyznałam.
Po kilkunastu minutach film się skończył.
-Chcesz herbatę?-zapytał wstając.
-Jasne-uśmiechnęłam się a chłopak poszedł do kuchni.
Wtem ktoś zapukał do drzwi.
Byłam już w pidżamie, ale trudno.
-Ja otworzę!-krzyknęłam wstając i zarzucając sobie na ramiona koc.
Za drzwiami stał mój były.
-Po co tu przyszedłeś? Czego ode mnie chcesz?-spróbowałam ukryć strach.
-Też się cieszę, że cię widzę. Wiesz, czego chcę.-uśmiechnął się wrednie.
-Nie Isaac. Nie po tym co zrobiłeś.
-Ale [T.I.] porozmawiajmy...
-Isaac, nie mamy o czym rozmawiać. Żegnam cię.-chciałam zamknąć drzwi ale wstawił stopę pomiędzy nie, a framugę.
-[T.I.] proszę!
-Nie! Spadaj stąd! Już!-chciałam wykopać jego stopę, ale był silniejszy, a ja zmęczona.
-[T.I.]...
-Spieprzaj!
-Ale...
-Louis! Chodź mi pomóż!
-Masz problem z zamkiem?-odkrzyknął z kuchni.
-Nie, z czymś większym!-krzyknęłam i zwróciłam się do Isaaca który otwierał usta żeby coś powiedzieć-Ale ja nie będę w ogóle z tobą rozmawiać. Jak chcesz, to pogadaj sobie z Louisem.
-O co cho...-urwał Lou na widok Isaaca stojącego w drzwiach.-A pan chyba pomylił mieszkania.-rzekł i zmrużył oczy.
Isaac spiął się na jego widok. Nie był słaby, ale Louis ostatnio chodził na siłownię. Na dodatek po kąpieli założył obcisłą koszulkę, więc jego kaloryfer był wyeksponowany.
-Więc albo sam pan natychmiast wychodzi, albo panu pomogę.-warknął.-To jak będzie?-dodał ostro.
Isaac mruknął coś pod nosem i szybko zbiegł po schodach.
Zamknęłam za nim drzwi, i oparłam się o nie.
-Co za typ. I jeszcze ma czelność tu przychodzić!-zbulwersował się.
-Dzięki.
-Nie ma sprawy. Uciekaj mi stąd bo zmarzniesz! Biegiem!-roześmiał się i zaatakował moje łaskotki na żebrach, i wrócił do kuchni a ja do salonu.
Po chwili przyniósł do pokoju dwa parujące kubki.
-Dzięki-szepnęłam gdy podał mi jeden.
-Czego on jeszcze od ciebie chce? nie jesteście razem od prawie pół roku.
-Chce żebym do niego wróciła.-odparłam wymijająco.
-[T.I.] znam cie. Musiał zrobić coś naprawdę strasznego, że nie chcesz z nim nawet gadać. Co to było?-dopytywał się.
-A co? Chcesz żebym do niego wróciła?-odrzekłam ostrym tonem-Proszę bardzo. Mogę się spakować i od zaraz z nim zamieszkać! Na pewno się ucieszy!-krzyczałam odstawiając kubek na stolik i zrywając się z kanapy.
Łzy naciekły mi do oczu.
Louis wstał i wpatrywał się we mnie wielkimi jak spodki oczami.
-Nie, [T.I.] co ty. Bardzo cię kocham. Przepraszam.-powiedział i spuścił wzrok.
Patrzyłam tak na niego i rozpłakałam się na dobre.
Louis od razu wziął mnie w ramiona i gładził wilgotne jeszcze włosy.
-Będzie dobrze kochanie.-szepnął.
-Nie Louis, nie będzie dobrze. A co jeśli on będzie tu ciągle przyłaził?-nie udało mi się ukryć drżenia głosu.
Chłopak uniósł palcem moją brodę i spojrzał mi w oczy.
-[T.I.], wiem, że nie chcesz o tym mówić, ale boisz się go. Jesteś przerażona-stwierdził-Kochanie, nie dam cię skrzywdzić, w żadnym wypadku. Nie musisz się niczego ani nikogo bać.-zapewniał.-Ale proszę, powiedz mi dlaczego boisz się tego faceta?-zapytał wpatrując się we mnie tak intensywnie, że w końcu, choć bardzo tego nie chciałam, ustąpiłam.
Pzysiadłam na kanapie, a Lou usiadł obok mnie i przycisnął mnie do siebie. Biło od niego ciepło, bezpieczeństwo.
-Bił mnie.-wypaliłam wreszcie.
-Jak to?
-Normalnie. Dowiedziałam się, że mnie zdradził. Był już wieczór, wrócił z pracy. Powiedziałam mu, że wiem a on...sam wiesz. Wyrzuciłam go z domu. Był mój, a on miał samochód. Spał w nim póki nie znalazł sobie kawalerki. Ale spał pod blokiem w aucie i ciągle przychodził. Wystawał pod drzwiami, groził. Dlatego poprosiłam cię, czy mogę z tobą zamieszkać. Byłeś moim najlepszym przyjacielem. Nie sądziłam, że się zakocham, a jednak jesteś najlepszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała.-splotłam jego palce ze swoimi.
-Jezu, [T.I.] to okropne.
-Wiem. Dlatego nie chciałam ci o tym mówić.
-Tak mi przykro. Jeśli ten koleś jeszcze raz tu przyjdzie, to popamięta.-zagroził.
-No tak, ale jeśli dowie się w jakim szpitalu praktykuję? Będzie mnie nachodził. Chyba, że umówię się z recepcjonistkami żeby go nie wpuszczały. Przynajmniej kiedy tam jestem.-gdybałam.
Usłyszeliśmy pukanie.
Zerwał się i pobiegł do drzwi.
-Czego?-warknął-Tak. Dziękuję. Przekażę.-zatrzasnął drzwi i głośno tupiąc wrócił do salonu.
Gwałtownie usiadł obok mnie, i rzucił mi na kolana wielki bukiet czerwonych róż.
-Co on sobie wyobraża!-krzyknął z wściekłością.
Z pomiędzy kwiatów wysunęła się karteczka.
-Posłuchaj, bo nie uwierzysz: "Zostaw w cholerę tego jęczącego byczka i wróć do mnie. Tęsknię za naszymi wspólnymi nocami. Twój Adonis"-przeczytałam.-Boże, Louis, co ja mam z tym zrobić?-spytałam płaczliwym głosem ciskając w kąt róże i karteczkę, i padając w ramiona mojego ukochanego.-On nie ma skrupułów. Jest wstanie wysyłać takie karteczki, kwiaty codziennie. Obrażać ciebie i mnie. Nie mam na to siły.
-Wiem! Zróbmy tak. Poczekamy, zbierzemy dowody, a potem podamy go do sądu o nękanie. Załatwię dobrego prawnika, na pewno uda nam się wywalczyć zakaz kontaktowania i zbliżania się.-mówił radośnie Louis.
-Louis, a...
-O nie. Nic z tych rzeczy. Już ja cię znam, będziesz go teraz bronić.-zmarszczył brwi- Nie ma takiej opcji. Jak ty nie pójdziesz, to ja to zrobię.-zarzekał się.
-Kochany, Kochany Loui.-zaśmiałam się i zmierzwiłam mu włosy.-Chciałam zapytać czy musimy czekać. Chyba mamy..-przerwałam bo przyszedł SMS.-...wystarczające dowody.-dokończyłam czytając wiadomość. Ze złością podałam komórkę Louisowi.
Przeczytał.
-Masz rację. Nie musimy czekać..-powiedział odrzucając telefon na fotel.-Już dobrze.-szepnął przytulając mnie mocno.-Damy radę kotku.
#####################################################
I jak się podoba? To jedna z lepszych rzeczy, jakie ostatnio napisałam. Mam niespodziankę:
Piszę się drugi imagin. Wasza Mara, znów ma pomysły ^^
Zobaczcie:
Niedawno porównywałam poprzednią fryzurę Zayn'a do misia. Teraz wygląda jak jego brat bliźniak!
Oj, Malik, chyba zgubiliśmy maszynkę do golenia, co?
Wygląda cudownie, (jak zawsze), ale moim zdaniem lepiej mu w postawionej grzywce. Macie:
przyjrzyjcie się dobrze.
.
.
.
.
.
Widzicie Louisa?
Niczym seryjny morderca XD
Jebłam, ale spoko.
Jutro do szkoły. DUPA!!
W weekend postaram się dodać.
I postaram się pisać częściej, bo nieplanowana miesięczna przerwa to przesada. Jeszcze raz przepraszam.
Widzieliście dzisiejszy teleexpres? #SoProud. Ale jakość teledysku, beznadziejna. Ja mu dam Imię Zayn czytać Zajan.
Do napisania kochani.
Love,
Mara.
sobota, 26 stycznia 2013
Część 15
-Dlaczego mnie wtedy zostawiłeś?-spytałam niepewnie.
-To nie tak! Po prostu cały czas pytałaś o rodziców, kiedy wrócą i w ogóle. sam byłem dzieciakiem, a nie chciałem przy tobie płakać, więc zostawiłem cię na rogu ulicy z zakazem ruszania się. Wszedłem w boczną uliczkę i rozryczałem się. Kiedy było juz ok, ciebie nie było. Obleciałem najbliższe sklepy, ale nikt cię nie widział, a przechodnie mnie zbywali. Bałem się iść na policję, a gazeta miała w dupie siostrę 10-latka. "Na pewno bawi się w chowanego" mówili. Szukałem cię, ale po 2 miesiącach dałem sobie spokój. nikomu nie mówiłem, że mam siostrę. Wylądowałem...właściwie skończyłem szkołę, ale mieszkałem w przytułku. Potem studia...Nie wiem jakim cudem. Dwa lata temu poznałem Ellie. Po roku znajomości powiedziałem jej o tobie. przez przypadek natrafiła na twoje dane. przez rok cię szukałem. I znalazłem-uśmiechnął sie.-A ty?
-Zgarnęła mnie właścicielka Domu Dziecka niedaleko miejsca gdzie stałam. Pytała czy mam dom. Powiedziałam, że nie, i od razu mnie zabrała. Była taka miła...Tam mieszkałam. Ciągle wystawałam w oknie. , ale nie szukałam cię, bo myślałam, że mnie nie chcesz. Że celowo mnie zostawiłeś. ja też postanowiłam nikomu o tobie nie mówić. Wiedziała tylko moja najlepsza przyjaciółka Sam, i od wczoraj wie Harry.-Spojrzałam na zegarek.-Zaraz będę musiała się zwijać. Dziś jest...środa. Zapraszam ciebie i Ellie w niedzielę na obiad. Poznacie chłopców.-uśmiechnęliśmy się do siebie i zaczęliśmy zbierać nasze rzeczy. Po chwili wyszliśmy. Austin odprowadził mnie do auta. Przytuliłam go mocno.
-Do niedzieli-powiedziałam
-Do niedzieli.
Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Pomachałam Austinowi i odjechałam.
Ledwo otworzyłam drzwi do domu, a naskoczył na mnie wściekły Louis.
-KIM BYŁ TEN KOLEŚ Z KAWIARNI?!-wydarł się.-Widziałem cię z jakimś facetem! Kto to był?!
-Mój brat.-odparłam bez zająknięcia. Zdjęłam szybko płaszcz i buty, wyminęłam Louisa i usiadłam obok Harrego na kanapie.
-Widzisz? Mówiłem ci. Wiesz, że Catty nie umie kłamać.-powiedział do Lou Harry.-Cześć skarbie. Jak się udało spotkanie?-pocałował mnie w czoło.
-Świet-nie skończyłam bo Louis przerwał mi mówiąc:
-Boże, Cat przepraszam. Jestem kompletnym idiotą.
-Nie szkodzi. Ale przepraszaj raczej Harrego, że mu nie wierzyłeś.-odparłam.
-Sorry stary.-rzekł cicho ze spuszczoną głową.
-Spoko.-popatrzył teraz na mnie.-No, opowiadaj.
-Okazało się, że wcale mnie nie zostawił! Po prostu ciągle pytałam o rodziców, a nie chciał przy mnie ryczeć. Kazał mi poczekać, a sam poszedł w boczną uliczkę się wypłakać. Ale wtedy zgarnęła mnie Mama, i zaprowadziła do domu dziecka. Próbował coś zrobić, bał się iść na policję, a gazety go zbywały. Razem ze swoją narzeczoną Ellie przyjdzie w niedzielę na obiad-uśmiechnęłam się.
-Super. Cieszę się. Chętnie go poznam.-podzielił mój entuzjazm chłopak.
-A ja nie mogę się doczekać aż poznam Ellie! Wszyscy są w domu?
-Tak. Robią coś w swoich pokojach.
-Super.-wstałam i podeszłam do schodów. -Chłopcy! Zejdźcie na moment!
Po chwili byli już na dole.
Posadziłam ich na kanapie.
-Słuchajcie-zaczęłam.-Mam dwie bardzo ważne informacje. Po pierwsze, moi rodzice zginęli gdy miałam pięć lat, i został mi tylko brat. Po drugie, dzisiaj byłam z tym właśnie BRATEM-podkreśliłąm to słowo patrząc na Louisa, który zwiesił głowę-w kawiarni. I Austin, brat, przyjdzie z narzeczoną w niedzielę na obiad. Chłopcy mieli zszokowane miny. Jako, że stałam przed nimi, natychmiast zamknęli mnie w grupowym uścisku. Nawet Harry się dołączył.
-Przykro nam.-powiedział Niall.
-Zawsze możesz na nas liczyć-dołączył się Liam.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się-Kocham was wszystkich-dostrzegłam, że Harry odwrócił się do okna strzelając focha. Wyślizgnęłam się z uścisku, i podeszłam do niego. Zarzuciłam mu ręce na szyję i spojrzałam w oczy.
-Ale ciebie najbardziej-szepnęłam z uśmiechem.
Odpowiedział uśmiechem i pocałował mnie.
Chłopcy zaczęli wiwatować.
-Pierwsze buzi przy publice! Zostały tylko fanki.-zawołał Zayn.
Odwróciłam przestraszone oczy na Harrego.
-Nie martw się-uspokoił mnie.-Directioners cię lubią. Na pewno się ucieszą.
-A Directionator? I hejterzy?-nie dałam się zbyć tak łatwo.
-Nimi się nie przejmuj. Hejterzy nienawidzą wszystkiego i wszystkich, Directionator to samo.-zapewnił. W tym momencie doszedł nas mocny zapach.
Chłopcy rzucili się do kuchni.
Popatrzyłam zdziwiona na Harrego.
-Obiad nam się pali.-powiedział rozbawiony.
Zaczęliśmy się śmiać.
Cmoknęłam go w nos.
-Lepiej się czujesz?-zapytałąm.
-Teraz już tak.-uśmiechnął się.
-Zakładam, że nie wziąłeś tabletki?-uniosłam brew.
-No wiesz co? Wątpisz we mnie? -droczył się. Odwrócił głowę jak obrażony pięciolatek.
-Foch?-upewniłam się.
-Foch.
Usiadłam w fotelu i patrzyłam w okno. Po jakiejś minucie na moich kolanach usiadł Harry. nawet na niego nie spojrzałam.
- No heej! Co robisz?-zaciekawił się.
-Czekam...
-Na co?-zdziwił się.
-Na pewną rzecz...-uśmiechnęłam się pod nosem.
Chłopak przekrzywił moja głowę tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
Pocałował mnie mocno.
-Teraz lepiej.-uśmiechnęłam się.
Ponowił pocałunek. Odpowiedziałam tym samym.
Wymienialiśmy czułości jakiś czas, a potem Harry wziął mnie za rękę i rzucił na kanapę...
###########################################
Nie pisałam całe wieki!!! Tak jakoś nie mogłam się zebrać...
Jutro, a raczej dzisiaj, bo jest 1 w nocy, dodam skończonego (wreszcie!!) Imagina z Louisem.
Nie miałam weny do pisania, ale włączyłam ostatnio The Script, i tak mi się jakoś zebrało. Piszę nową powieść, sama, i zastanawiam się, czy ie pisać jej na blogu, ale raczej nie...Chyba, że chcecie ^^
Do napisania kochani. Dzięki za tyle wejść, mimo, że Was niewybaczalnie zaniedbuję. Mam najlepszych czytelników na świecie. Skoro już czytacie, to macie 2 nowe blogi Ewelinki:
1. spox-books.blogspot.com
2. imaginy-fantasy.blogspot.com
Cieszę się, że czytacie Nawiedzonych. Ewelinka ma zaciesza :D
Co sądzicie o W STRONĘ SŁOŃCA Eweliny Lisowskiej? Ja to uwielbiam!!
Z innej beczki, kiedyś lubiłam Taylor, ale jak usłyszałam, że była z Harrym żeby wzbudzić zazdrość byłego, i na dodatek podobno obsmarowuje go w nowych piosenkach, to mam ochotę ją zamordować!!
Wredna jędza. Czytałam, że Miley Cyrus powiedziała, że "Taylor Swift zrobi wszystko dla kariery". Jak na moje, to takie podejście jest bardzo niezdrowe. Mimo to, jakby nie patrzeć, była najlepiej zarabiającą młodą gwiazdą w Ameryce 2012. Zarobiła około (uwaga) 17 MILIONÓW w rok. Czaicie mieć taką kasę za ładne wyśpiewywanie historii miłości swojego życia??
No dobra, ja się tu produkuję, a to 1.30. trzeba iść spać. To dobranocka kotki ^^
Love,
Mara.
-To nie tak! Po prostu cały czas pytałaś o rodziców, kiedy wrócą i w ogóle. sam byłem dzieciakiem, a nie chciałem przy tobie płakać, więc zostawiłem cię na rogu ulicy z zakazem ruszania się. Wszedłem w boczną uliczkę i rozryczałem się. Kiedy było juz ok, ciebie nie było. Obleciałem najbliższe sklepy, ale nikt cię nie widział, a przechodnie mnie zbywali. Bałem się iść na policję, a gazeta miała w dupie siostrę 10-latka. "Na pewno bawi się w chowanego" mówili. Szukałem cię, ale po 2 miesiącach dałem sobie spokój. nikomu nie mówiłem, że mam siostrę. Wylądowałem...właściwie skończyłem szkołę, ale mieszkałem w przytułku. Potem studia...Nie wiem jakim cudem. Dwa lata temu poznałem Ellie. Po roku znajomości powiedziałem jej o tobie. przez przypadek natrafiła na twoje dane. przez rok cię szukałem. I znalazłem-uśmiechnął sie.-A ty?
-Zgarnęła mnie właścicielka Domu Dziecka niedaleko miejsca gdzie stałam. Pytała czy mam dom. Powiedziałam, że nie, i od razu mnie zabrała. Była taka miła...Tam mieszkałam. Ciągle wystawałam w oknie. , ale nie szukałam cię, bo myślałam, że mnie nie chcesz. Że celowo mnie zostawiłeś. ja też postanowiłam nikomu o tobie nie mówić. Wiedziała tylko moja najlepsza przyjaciółka Sam, i od wczoraj wie Harry.-Spojrzałam na zegarek.-Zaraz będę musiała się zwijać. Dziś jest...środa. Zapraszam ciebie i Ellie w niedzielę na obiad. Poznacie chłopców.-uśmiechnęliśmy się do siebie i zaczęliśmy zbierać nasze rzeczy. Po chwili wyszliśmy. Austin odprowadził mnie do auta. Przytuliłam go mocno.
-Do niedzieli-powiedziałam
-Do niedzieli.
Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Pomachałam Austinowi i odjechałam.
Ledwo otworzyłam drzwi do domu, a naskoczył na mnie wściekły Louis.
-KIM BYŁ TEN KOLEŚ Z KAWIARNI?!-wydarł się.-Widziałem cię z jakimś facetem! Kto to był?!
-Mój brat.-odparłam bez zająknięcia. Zdjęłam szybko płaszcz i buty, wyminęłam Louisa i usiadłam obok Harrego na kanapie.
-Widzisz? Mówiłem ci. Wiesz, że Catty nie umie kłamać.-powiedział do Lou Harry.-Cześć skarbie. Jak się udało spotkanie?-pocałował mnie w czoło.
-Świet-nie skończyłam bo Louis przerwał mi mówiąc:
-Boże, Cat przepraszam. Jestem kompletnym idiotą.
-Nie szkodzi. Ale przepraszaj raczej Harrego, że mu nie wierzyłeś.-odparłam.
-Sorry stary.-rzekł cicho ze spuszczoną głową.
-Spoko.-popatrzył teraz na mnie.-No, opowiadaj.
-Okazało się, że wcale mnie nie zostawił! Po prostu ciągle pytałam o rodziców, a nie chciał przy mnie ryczeć. Kazał mi poczekać, a sam poszedł w boczną uliczkę się wypłakać. Ale wtedy zgarnęła mnie Mama, i zaprowadziła do domu dziecka. Próbował coś zrobić, bał się iść na policję, a gazety go zbywały. Razem ze swoją narzeczoną Ellie przyjdzie w niedzielę na obiad-uśmiechnęłam się.
-Super. Cieszę się. Chętnie go poznam.-podzielił mój entuzjazm chłopak.
-A ja nie mogę się doczekać aż poznam Ellie! Wszyscy są w domu?
-Tak. Robią coś w swoich pokojach.
-Super.-wstałam i podeszłam do schodów. -Chłopcy! Zejdźcie na moment!
Po chwili byli już na dole.
Posadziłam ich na kanapie.
-Słuchajcie-zaczęłam.-Mam dwie bardzo ważne informacje. Po pierwsze, moi rodzice zginęli gdy miałam pięć lat, i został mi tylko brat. Po drugie, dzisiaj byłam z tym właśnie BRATEM-podkreśliłąm to słowo patrząc na Louisa, który zwiesił głowę-w kawiarni. I Austin, brat, przyjdzie z narzeczoną w niedzielę na obiad. Chłopcy mieli zszokowane miny. Jako, że stałam przed nimi, natychmiast zamknęli mnie w grupowym uścisku. Nawet Harry się dołączył.
-Przykro nam.-powiedział Niall.
-Zawsze możesz na nas liczyć-dołączył się Liam.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się-Kocham was wszystkich-dostrzegłam, że Harry odwrócił się do okna strzelając focha. Wyślizgnęłam się z uścisku, i podeszłam do niego. Zarzuciłam mu ręce na szyję i spojrzałam w oczy.
-Ale ciebie najbardziej-szepnęłam z uśmiechem.
Odpowiedział uśmiechem i pocałował mnie.
Chłopcy zaczęli wiwatować.
-Pierwsze buzi przy publice! Zostały tylko fanki.-zawołał Zayn.
Odwróciłam przestraszone oczy na Harrego.
-Nie martw się-uspokoił mnie.-Directioners cię lubią. Na pewno się ucieszą.
-A Directionator? I hejterzy?-nie dałam się zbyć tak łatwo.
-Nimi się nie przejmuj. Hejterzy nienawidzą wszystkiego i wszystkich, Directionator to samo.-zapewnił. W tym momencie doszedł nas mocny zapach.
Chłopcy rzucili się do kuchni.
Popatrzyłam zdziwiona na Harrego.
-Obiad nam się pali.-powiedział rozbawiony.
Zaczęliśmy się śmiać.
Cmoknęłam go w nos.
-Lepiej się czujesz?-zapytałąm.
-Teraz już tak.-uśmiechnął się.
-Zakładam, że nie wziąłeś tabletki?-uniosłam brew.
-No wiesz co? Wątpisz we mnie? -droczył się. Odwrócił głowę jak obrażony pięciolatek.
-Foch?-upewniłam się.
-Foch.
Usiadłam w fotelu i patrzyłam w okno. Po jakiejś minucie na moich kolanach usiadł Harry. nawet na niego nie spojrzałam.
- No heej! Co robisz?-zaciekawił się.
-Czekam...
-Na co?-zdziwił się.
-Na pewną rzecz...-uśmiechnęłam się pod nosem.
Chłopak przekrzywił moja głowę tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
Pocałował mnie mocno.
-Teraz lepiej.-uśmiechnęłam się.
Ponowił pocałunek. Odpowiedziałam tym samym.
Wymienialiśmy czułości jakiś czas, a potem Harry wziął mnie za rękę i rzucił na kanapę...
###########################################
Nie pisałam całe wieki!!! Tak jakoś nie mogłam się zebrać...
Jutro, a raczej dzisiaj, bo jest 1 w nocy, dodam skończonego (wreszcie!!) Imagina z Louisem.
Nie miałam weny do pisania, ale włączyłam ostatnio The Script, i tak mi się jakoś zebrało. Piszę nową powieść, sama, i zastanawiam się, czy ie pisać jej na blogu, ale raczej nie...Chyba, że chcecie ^^
Do napisania kochani. Dzięki za tyle wejść, mimo, że Was niewybaczalnie zaniedbuję. Mam najlepszych czytelników na świecie. Skoro już czytacie, to macie 2 nowe blogi Ewelinki:
1. spox-books.blogspot.com
2. imaginy-fantasy.blogspot.com
Cieszę się, że czytacie Nawiedzonych. Ewelinka ma zaciesza :D
Co sądzicie o W STRONĘ SŁOŃCA Eweliny Lisowskiej? Ja to uwielbiam!!
Z innej beczki, kiedyś lubiłam Taylor, ale jak usłyszałam, że była z Harrym żeby wzbudzić zazdrość byłego, i na dodatek podobno obsmarowuje go w nowych piosenkach, to mam ochotę ją zamordować!!
Wredna jędza. Czytałam, że Miley Cyrus powiedziała, że "Taylor Swift zrobi wszystko dla kariery". Jak na moje, to takie podejście jest bardzo niezdrowe. Mimo to, jakby nie patrzeć, była najlepiej zarabiającą młodą gwiazdą w Ameryce 2012. Zarobiła około (uwaga) 17 MILIONÓW w rok. Czaicie mieć taką kasę za ładne wyśpiewywanie historii miłości swojego życia??
No dobra, ja się tu produkuję, a to 1.30. trzeba iść spać. To dobranocka kotki ^^
Love,
Mara.
czwartek, 27 grudnia 2012
Część 14
*Następny Dzień*
Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Była 8.03. Idealnie. Zdążę się ogarnąć i jeszcze dam chłopakom śniadanie.
Związałam czerwoną szopę na głowie w luźny kucyk i zbiegłam na dół. Szybko wystawiłam z szafek miski i sztućce, ustawiłam pięć szklanek, płatki i karteczkę, że mleko i sok mają w drzwiach lodówki.
Poszłam do swojego pokoju otworzyłam szafę, wygrzebałam: http://stylowi.pl/2718691 (69 w linku XD)
i poleciałam do łazienki. Nałożyłam farbę na kudły, owinęłam w folię i musiałam czekać pół godziny, zbiegłam więc na dół i posprzątałam w salonie. Zajęło mi to idealnie trzydzieści minut.
Zmyłam farbę wysuszyłam, i ułożyłam włosy. Wyglądały znośnie ale przydałaby im się mała poprawka. Podłączyłam lokówkę do kontaktu, a gdy ona się nagrzewała zdążyłam się ubrać i umalować. Kiedy lokówka była już gorąca, uważając by się nie oparzyć zakręciłam pasma w korkociągi. Dopiero po tym uznałam, że są okey. Do torebki wrzuciłam jeszcze telefon, szminkę, trochę drobnych i klucze od domu, a do ręki wzięłam kluczyki od auta Harrego.
Weszłam cichutko do jego pokoju.
Nie spał już. Była 10.20.
Chłopak leżał i patrzył się w sufit.
Obrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się.
-przyszłam się pożegnać.-szepnęłam podchodząc do niego. Stanęłam i pocałowałam go w usta.-Nie wiem kiedy dokładnie wrócę, ale tak koło drugiej powinnam być w domu. Mogę wziąć twój samochód?-zamachałam mu kluczykami przed nosem.
Pokiwał głową na "tak".
-Dzięki skarbie. Napiszę jak dojadę. Papa.-cmoknęłam go w policzek.
-Pa kochanie. Powodzenia.-powiedział.
-Papa-pomachałam mu i zamykałam drzwi gdy Harry mnie zatrzymał. Wstał i podszedł do mnie.
Wziął mnie w ramiona i mocno przytulił.
-Kocham cię.-szepnął do mojego ucha.
-Ja ciebie też.-odszepnęłam.
-Ale ja ciebie bardziej-uśmiechnął się i rozczochrał mi włosy.
Zaśmiałam się i zamknęłam drzwi zostawiając Harrego w pokoju.
Zbiegłam na dół, ubrałam kurtkę, buty i wyszłam z domu.
Wsiadłam do samochodu i odjechałam.
O 10.55 stałam pod London Eye.
Równo o 11 zobaczyłam wysoką postać idącą w moim kierunku. Stałam jak wryta gdy zobaczyłam jego niebieskie oczy. Kiedy stał przede mną zauważyłam, że sięgam mu zaledwie do brody!
Objęłam go w pasie. Spojrzałam mu w oczy i szepnęłam:
-Austin, ale ja za tobą tęskniłam.
-Ja za tobą też.-odezwał się.
Miał miękki, głęboki głos, lecz nadal słyszałam w nim nutkę tego głosu który pamiętam z dzieciństwa.
-Chodź Cat, pójdziemy do kawiarni.-powiedział i zaprowadził mnie do Lavender Cafe
Usiedliśmy przy oknie. Zdjęłam płaszczyk a on zmierzył mnie wzrokiem.
-Nie jesteś biedna-stwierdził z ulgą.
-Ty też nie-zauważyłam.
Uśmiechnął się.
-No nie. Z narzeczoną prowadzę sieć kwiaciarni. Kojarzysz może Luke's?-zapytał.
-Żartujesz! to moja ulubiona kwiaciarnia.! Kim jest ta szczęściara?
-Ma na imię Ellie. Pokaże ci.-rzekł i wyciągnął komórkę. Pokazał mi zdjęcie ślicznej, brązowookiej blondynki.
-Śliczna.-przyznałam.
-A ty?-spytał chowając telefon.-Jak zarabbiasz?
-Kojarzysz One Direction?
-Ellie ich uwielbia.
-Miałam staż u Sarah stylistki w X-Factorze. Zaczynałam w edycji w której byli. Zaprzyjaźniliśmy się i jeździłam z nimi na koncerty i w ogóle. Oficjalnie jestem ich stylistką, ale też zajmuję się domem. Gdyby nie ja, pewnie tonęliby w ilościach brudnych skarpetek i walających się wszędzie ciuchów. Mamy taki system, w łazience stoją opisane kosze. Każdy ma swój przedzielony na pół, na ciemne i jasne rzeczy. A jak mi któryś wrzuci ciemne do jasnych, albo jasne do ciemnych, przez tydzień sprząta chatę. Po dwóch takich wypadkach, chodzą jak w zegarku.-zaczęliśmy się śmiać.
-A jak tam z miłością? pozbierałaś się już po rozstaniu z Brianem?-spytał.
-Miałam cztery lata! Z miłością okey. Od wczoraj kogoś mam...-odrzekłam tajemniczo.
-Kim jest ten szczęściarz?
-Pan Harry Styles.
-Catherine Styles. Ładnie brzmi. Może zostać.-powiedział żartobliwie.-Jak długo?
-Od wczoraj.
-Bardzo długo.-rzekł sarkastycznie.
-Co ty chcesz? Przyjaźnimy się od dwóch lat.
Potem gadaliśmy jakbyśmy nie widzieli się max dwa tygodnie, a nie 12 l;at.
W końcu zaczęłam ten smutny temat.
-Austin?
-Hm?
-czemu mnie wtedy zostawiłeś?
####################################
I jak? Podoba się? Postaram się jutro dodac 15 część. Kocham was! Tak zupełnie bez powodu, po prostu was kocham ^^
Love,
Mara.
Hej, Wielkie, wielkie Sorry!!
Boże, strasznie Was przepraszam, ale nie mam na laptopie Internetu! W desperacji dodaję z 11-letniego komputera mojej mamy -,-
Część 13
Harry spojrzał mi głęboko w oczy.
-Masz piękne oczy-szepnął
-Dziękuję-odpowiedziałam i zaśmiałam się.
Chłopak zaczął przeczesywać moje włosy palcami.
-Jaki ty masz właściwie naturalny kolor włosów?
-Trochę jaśniejsze od Lou.
-Chyba lepiej ci w czerwonych.
-Odkąd pamiętam chciałam mieć czerwone włosy, ale dyrektorka Domku pozwoliła mi się farbować dopiero jak skończyłam 15.
Pierwsze farbowanie zrobiłam dzień przed naszym spotkaniem.-uśmiechnęłam się.
-Hej, teraz mi przyszło do głowy. Zgłaszałaś zaginięcie Austina?-zapytał.
-Tak. Najpierw policja szukała go od tego dnia kiedy mnie zostawił pod Domem Dziecka. Trwało to 2 lata, a potem zaniechali całej akcji.
Poszłam zgłosić zaginięcie jeszcze raz. Rok temu. Nie chcieli przyjąć zgłoszenia, bo to było zbyt dawno, a po miesiącu znaleźli jego zwłoki. Ale to nie był Austin. On za prawym uchem ma małe gwiazdkowate znamię. A ten trup nie. -westchnęłam
Zawibrował mój telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni i odczytałam wiadomość. Zamarłam.
-Co się stało?-zapytał zaniepokojony Harry.
-To...od Austina-szepnęłam podając mu telefon. Wziął go.
- "Kochana Catherine!
Nie martw się o mnie.
Wkrótce się zobaczymy.
Austin xx"-przeczytał na głos Harry.
Dalej siedziałam w bezruchu. Moja twarz nie wyrażała emocji.
Chłopak był wyraźnie skołowany. Objął mnie.
Nagle zaczęłam się śmiać. Po moich policzkach płynęły łzy. Czułam całkowicie niewysłowioną ulgę.
Kiedy już się uspokoiłam, spojrzałam na Harrego. Nadal był z całkowitym szoku.
Położyłam dłonie na jego policzkach.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Och, kochanie. Nie wiesz co powiedzieć, prawda?-spytałam. Potwierdził.-Austin żyje! I obiecał, że niedługo się zobaczymy! Harry to cudownie!-obdarowałam go pocałunkiem w usta.
Odpłacił się obsypując mnie całusami.
-Cieszę się razem z tobą-uśmiechnął się.
-Kocham cię słoneczko.-szepnęłam.
-Ja ciebie też mała-odszepnął.
Przytuliłam go mocno.
Wyszłam z łóżka i zaczęłam skakać.
-Skarbie...co ty wyrabiasz?-zapytał zdziwiony.
-Jestem...taka...szczęśliwa...że muszę...jakoś...rozładować...energię.-wysapałam.
Skakałam tak długo, aż się zmęczyłam i wróciłam do Harrego do łóżka.
Znów zabrzęczał mój telefon.
-"Jutro o 11:00 przy London Eye.
Austin xx"-przeczytałam na głos.-Och, Harry! Po tylu latach! Ile minęło? 12 lat! Harry minęło 12 lat!-nie dowierzałam.
-Catty nie chcę cię martwić, ale...-zaczął niepewnie-Jak ty go poznasz? Przecież ostatni raz widziałaś go jako dziesięcioletniego dzieciaka, a teraz Austin to dorosły facet! Ma 22 lata!
-O to się akurat nie martwię. Wszędzie poznam te jego niebieskie oczy. Austin jest klonem taty, a ja mamy. Był bardzo do niej przywiązany, za to ja byłam typową córeczką tatusia. -powiedziałam. Minęło tyle czasu a Austin dalej o mnie pamięta.
Resztę dnia spędziłam na wygłupianiu się i rozmawianiu z Harrym.
###########################
Tak wiem zabijecie mnie. Ale to nie moja wina!! Info o urodzinkach Eweliny dodałam z kompa w bibliotece. Od ostatniego posta tutaj nie mam Internetu i zaraz oszaleję, bo z tego grata nie da się korzystać normalnie, bo ciągle się zawiesza, albo wyskakują okienka których nie da się zamknąć...Porażka.
Mama powiedziała, że chyba jutro albo pojutrze wezwie (nareszcie!) informatyka, żeby to naprawił. Spodziewajcie się 14 części.
Love,
Mara.
Część 13
Harry spojrzał mi głęboko w oczy.
-Masz piękne oczy-szepnął
-Dziękuję-odpowiedziałam i zaśmiałam się.
Chłopak zaczął przeczesywać moje włosy palcami.
-Jaki ty masz właściwie naturalny kolor włosów?
-Trochę jaśniejsze od Lou.
-Chyba lepiej ci w czerwonych.
-Odkąd pamiętam chciałam mieć czerwone włosy, ale dyrektorka Domku pozwoliła mi się farbować dopiero jak skończyłam 15.
Pierwsze farbowanie zrobiłam dzień przed naszym spotkaniem.-uśmiechnęłam się.
-Hej, teraz mi przyszło do głowy. Zgłaszałaś zaginięcie Austina?-zapytał.
-Tak. Najpierw policja szukała go od tego dnia kiedy mnie zostawił pod Domem Dziecka. Trwało to 2 lata, a potem zaniechali całej akcji.
Poszłam zgłosić zaginięcie jeszcze raz. Rok temu. Nie chcieli przyjąć zgłoszenia, bo to było zbyt dawno, a po miesiącu znaleźli jego zwłoki. Ale to nie był Austin. On za prawym uchem ma małe gwiazdkowate znamię. A ten trup nie. -westchnęłam
Zawibrował mój telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni i odczytałam wiadomość. Zamarłam.
-Co się stało?-zapytał zaniepokojony Harry.
-To...od Austina-szepnęłam podając mu telefon. Wziął go.
- "Kochana Catherine!
Nie martw się o mnie.
Wkrótce się zobaczymy.
Austin xx"-przeczytał na głos Harry.
Dalej siedziałam w bezruchu. Moja twarz nie wyrażała emocji.
Chłopak był wyraźnie skołowany. Objął mnie.
Nagle zaczęłam się śmiać. Po moich policzkach płynęły łzy. Czułam całkowicie niewysłowioną ulgę.
Kiedy już się uspokoiłam, spojrzałam na Harrego. Nadal był z całkowitym szoku.
Położyłam dłonie na jego policzkach.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Och, kochanie. Nie wiesz co powiedzieć, prawda?-spytałam. Potwierdził.-Austin żyje! I obiecał, że niedługo się zobaczymy! Harry to cudownie!-obdarowałam go pocałunkiem w usta.
Odpłacił się obsypując mnie całusami.
-Cieszę się razem z tobą-uśmiechnął się.
-Kocham cię słoneczko.-szepnęłam.
-Ja ciebie też mała-odszepnął.
Przytuliłam go mocno.
Wyszłam z łóżka i zaczęłam skakać.
-Skarbie...co ty wyrabiasz?-zapytał zdziwiony.
-Jestem...taka...szczęśliwa...że muszę...jakoś...rozładować...energię.-wysapałam.
Skakałam tak długo, aż się zmęczyłam i wróciłam do Harrego do łóżka.
Znów zabrzęczał mój telefon.
-"Jutro o 11:00 przy London Eye.
Austin xx"-przeczytałam na głos.-Och, Harry! Po tylu latach! Ile minęło? 12 lat! Harry minęło 12 lat!-nie dowierzałam.
-Catty nie chcę cię martwić, ale...-zaczął niepewnie-Jak ty go poznasz? Przecież ostatni raz widziałaś go jako dziesięcioletniego dzieciaka, a teraz Austin to dorosły facet! Ma 22 lata!
-O to się akurat nie martwię. Wszędzie poznam te jego niebieskie oczy. Austin jest klonem taty, a ja mamy. Był bardzo do niej przywiązany, za to ja byłam typową córeczką tatusia. -powiedziałam. Minęło tyle czasu a Austin dalej o mnie pamięta.
Resztę dnia spędziłam na wygłupianiu się i rozmawianiu z Harrym.
###########################
Tak wiem zabijecie mnie. Ale to nie moja wina!! Info o urodzinkach Eweliny dodałam z kompa w bibliotece. Od ostatniego posta tutaj nie mam Internetu i zaraz oszaleję, bo z tego grata nie da się korzystać normalnie, bo ciągle się zawiesza, albo wyskakują okienka których nie da się zamknąć...Porażka.
Mama powiedziała, że chyba jutro albo pojutrze wezwie (nareszcie!) informatyka, żeby to naprawił. Spodziewajcie się 14 części.
Love,
Mara.
środa, 5 grudnia 2012
Hej!!
Przez cały czas śledziłam tą sprawę z mrs. X. Jestem happy, że złapali tą dziewczynę.
Jak wczoraj przyszłam do domu:
Ja-Mamo! Mamo! No mamo!!!
Mama-No co?
Ja- Wiem, że jutro mam kartkówkę z gegry, i nic nie umiem, ale mogę wejść na kompa? Bo się martwię o chłopców...Pliiiis!!!
Mama-Dobra, tylko się nie drzyj.
Na moim ulubionym blogu o 1D, adminka dała link to bloga shipperki Larrego. Post, w którym umieściła wszystkie momenty Larrego, wszystkie zdjęcie El i Lou oraz dla porównania zdjęcia Lanielle, plus własne spostrzeżenia...To wszystko jakoś mnie przekonało i zostałam shipperką Larrego. W sumie, to jeśli przyjrzymy się zdjęciom Eleanor z Lou, to widać, że to jest wymuszone. Na każdej fotce, przynajmniej jedno z nich patrzy w obiektyw, a poza tym różnica we wzroście El na 2 zdj. z tego samego dnia...Jak na moje, to mówi samo za siebie.
Apropos Lanielle, bardzo się cieszę, że znów są razem!!!! Ale nam zrobili prezent na Mikołajki, co?
No właśnie, ogarniacie, że jutro Mikołajki? Ja w ogóle zapomniałam i dzisiaj w szkole, przychodzę, idę do Eweliny, a ona się jara jakimiś prezentami, i gdyba co dostanie.
Ja-Hej. Nie za wcześnie na myślenie o prezentach na Gwiazdkę?
Ewelina-Przecież jutro Mikołajki!
Ja-Ale fajnie!
Nasz kumpel-Boże co za dziecko....
Ja-Tak, ja też cię lubię ^^
Zakochałam się w "She's not afraid" "Nobody compares" i "Irresistible".
Przyjrzyjcie się tej fotce Zayn'a:

Czy wam też jego nowy "wizerunek", czyli zrezygnowanie z pasemka ;( i takie "zapuszczenie" włosków przywodzi na myśl tego misia?:

Nie żeby Zayn wyglądał źle, bo jak zawsze wygląda bosko, ale jak tylko widzę te najnowsze jego zdjęcia, to nie mogę wyrzucić z głowy tego misia.
Niedługo weekend więc możecie się spodziewać 13 (chyba) części. Imagin jest prawie skończony. Mój brak weny mnie przeraża.
Love,
Mara.
Jak wczoraj przyszłam do domu:
Ja-Mamo! Mamo! No mamo!!!
Mama-No co?
Ja- Wiem, że jutro mam kartkówkę z gegry, i nic nie umiem, ale mogę wejść na kompa? Bo się martwię o chłopców...Pliiiis!!!
Mama-Dobra, tylko się nie drzyj.
Na moim ulubionym blogu o 1D, adminka dała link to bloga shipperki Larrego. Post, w którym umieściła wszystkie momenty Larrego, wszystkie zdjęcie El i Lou oraz dla porównania zdjęcia Lanielle, plus własne spostrzeżenia...To wszystko jakoś mnie przekonało i zostałam shipperką Larrego. W sumie, to jeśli przyjrzymy się zdjęciom Eleanor z Lou, to widać, że to jest wymuszone. Na każdej fotce, przynajmniej jedno z nich patrzy w obiektyw, a poza tym różnica we wzroście El na 2 zdj. z tego samego dnia...Jak na moje, to mówi samo za siebie.
Apropos Lanielle, bardzo się cieszę, że znów są razem!!!! Ale nam zrobili prezent na Mikołajki, co?
No właśnie, ogarniacie, że jutro Mikołajki? Ja w ogóle zapomniałam i dzisiaj w szkole, przychodzę, idę do Eweliny, a ona się jara jakimiś prezentami, i gdyba co dostanie.
Ja-Hej. Nie za wcześnie na myślenie o prezentach na Gwiazdkę?
Ewelina-Przecież jutro Mikołajki!
Ja-Ale fajnie!
Nasz kumpel-Boże co za dziecko....
Ja-Tak, ja też cię lubię ^^
Zakochałam się w "She's not afraid" "Nobody compares" i "Irresistible".
Przyjrzyjcie się tej fotce Zayn'a:
Czy wam też jego nowy "wizerunek", czyli zrezygnowanie z pasemka ;( i takie "zapuszczenie" włosków przywodzi na myśl tego misia?:
Nie żeby Zayn wyglądał źle, bo jak zawsze wygląda bosko, ale jak tylko widzę te najnowsze jego zdjęcia, to nie mogę wyrzucić z głowy tego misia.
Niedługo weekend więc możecie się spodziewać 13 (chyba) części. Imagin jest prawie skończony. Mój brak weny mnie przeraża.
Love,
Mara.
sobota, 1 grudnia 2012
Hejkaaa
1.569 Harry czuwa nad moim blogiem ^^ Rano byłam na basenie i jaki miałam numer szafki? Oczywiście 69.
Wiem, że późno, chciałam jutro, ale obiecałam dziś to będzie dziś. ^^
Widzieliście tego twitlongera? Sama nie wiem co o tym myśleć. Wierzyć czy nie? Czy One Direction to wymysł milionów nastolatek na całym świecie? Wątpię. Sugeruje, że Zerrie jest ustawione. Że Eleanor nie istnieje, bo ma na imię Christina...To wszystko bez sensu, ale oceńcie sami: http://blogoonedirectionbloganki.blogspot.com/
Część 12(chyba)
-Miałaś brata?-zapytał zdziwiony.
-Tak. Był pięć lat starszy. Kiedy rodzice zginęli...poszliśmy na policję. gdy funkcjonariusz powiedziała, że rodzice nie żyją, siedziałam mu na kolanach i chlipałam mu w koszulkę.
Potem nas wypuścili. Może inaczej, kazali nam czekać w poczekalni, ale on wziął mnie za rękę i uciekliśmy. Zaprowadził mnie pod Dom Dziecka i powiedział, że po mnie wróci. Nie wrócił.
Przez pół roku ciągle wystawałam w oknie. Bardzo go kochałam, a on mnie porzucił.
Tylko czemu mnie wtedy zostawił? Od zawsze byliśmy bardzo zżyci ze sobą.
Chciałabym się z nim zobaczyć. -zakończyłam drżącym głosem.
-A jak miał na imię?-zapytał beznamiętnie.
-Austin. Ale mówiłam na niego Luke, nie wiem dlaczego. Rodzice planowali dać mi na imię Cornelia, ale w dniu mojego urodzenia, kiedy pielęgniarka przyszła zapytać o imię, zanim mama zdążyła odpowiedzieć, Luke wydarł się "Catherine!" i tak już zostało. On dał mi imię, więc czuł się za mnie odpowiedzialny. To jemu mówiłam moje największe sekrety. Może uznasz to za głupie, ale w głębi serca czuję, po prostu wiem, że żyje, i kiedyś mnie znajdzie. -powiedziałam cicho.
-Wcale nie. Też tak miałem. Jak miałem siedem lat, miałem psa. Wabiła się Brooke. Pewnego dnia wróciłem ze szkoły, a mama cała zapłakana powiedziała, że Brooke uciekła. Szukaliśmy jej pół roku. Wszędzie wisiały plakaty, mama jeździła po okolicy i rozpylała swoje perfumy i nic. Aż w końcu wszyscy oprócz mnie orzekli, że na pewno nie wróci. Jednak psina postanowiła nas zaskoczyć i po 10 miesiącach od ucieczki wróciła. Wychudzona, chora, ale wróciła. Od tamtej pory słucham głosu serca. Mam nadzieję, że Austin cię znajdzie. - pocałował mnie w czubek głowy. Wziął chusteczkę i otarł nią łzy spływające po moich policzkach.
-Często-zaczęłam łamiącym się głosem-Gdy leżałam już w łóżku myślałam o Luke'u. Zamartwiałam się czy nie jest chory czy coś takiego. Ale później dałam sobie spokój. Teraz, czasami zastanawiam się co u niego.-zakończyłam.
-Przykro mi skarbie.-oparł policzek na mojej głowie.-Nie płacz. Jeśli czujesz, że Austin wróci, to jestem pewien, że tak się stanie. -zapewnił mnie.
-Dziękuję. -szepnęłam i spojrzałam mu w oczy. -Dawno już straciłam nadzieję. A ty tak po prostu ją przywróciłeś. -przerwałam i pocałowałam go w usta. -Nie wiem jak mogę ci się odwdzięczyć.
-objęłam go mocno.
-Po prostu bądź. Poza tym, po to ma się przyjaciela. Żeby pocieszał, gdy jest trudniej.-powiedział.
-No teoretycznie tak. Ale praktycznie, mogłeś to olać, powiedzieć Będzie Dobrze, i też nie miałabym się czego uczepić. A ty pokazałeś mi, że jeszcze może być okay. To nie jest takie nic. Nie wiem czy kiedykolwiek zdołam ci się odpłacić.
-Oczywiście, że zdołasz. Wystarczy, że będziesz taka jaka jesteś. Bo kocham ciebie, a nie osobę którą udajesz.-mówił zupełnie szczerze.
-Ja też kocham ciebie za ciebie a nie za Harrego Stylesa z One Direction. Gdybyś nie był sławny, czułabym do ciebie to samo co teraz.-pocałowałam go delikatnie.
Harry spojrzał mi głęboko w oczy.
#################################
I jak się podoba? Może jutro, dodam 13, ale raczej zajmę się drugim blogiem. ^^
Love,
Mara.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
